Od dłuższego czasu przemyka mi myśl o tym felietonie. Na studiach akurat prawią mi o marketingu, o MJ nie da się nie słyszeć prowadząc stronę www o koszykówce. Michael Jordan? Co on tu robi, pewnie pyta większość z Was.
Michaela w akcji widział każdy fan koszykówki. Marketing, PR to jednak dla większości czarna magia. W internecie ciągle żywa jest dyskusja czy MJ jest najlepszym koszykarzem w historii, czy LBJ albo Kobe są lepsi, a może ktoś w historii jak L.Bird, W.Chamberlain, E.Jhonson itd. Według mnie tego nie da się rozstrzygnąć i dobrze, koszykówka dzięki temu jest ciekawsza.
Jordan, wygrywa z konkurencją pod innym względem. Marketingowo, był na pewno najlepszym koszykarzem, wyciągał przed ekrany telewizorów miliony ludzi, jako pierwszy miał własne buty, miał również swój (i Królika Bugsa) kasowy film kinowy. Mało tego, MJ ma nawet pomnik przed halą w której zdobywał swoje największe laury. Genialnie.
Dlaczego piszę o marketingu w koszykówce, Jordanie jako najlepszym przykładzie. Gdzie by była cała liga NBA, a wraz z nią i koszykówka gdyby nie udany marketing? Pewnie tam gdzie PLK w skali Polski.
Nie dawno śledząc uważnie portale z wiadomościami o koszykówce (e-coach, też taki będzie… niedługo i dodatkowo otworzymy coś nowego, ale ciiii… nic nie wiadomo), można było dowiedzieć się, że NBA otwiera się na Indie! Świetnie, idealne posunięcie by zyskać kolejne miliony dolarów na promocję, zawodników i markę. NBA potrzebowała by gigantycznego wstrząsu aby stracić swoją legendarną pozycję.
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|