Chyba każdy z nas pamiętam swój pierwszy trening i emocje jakie towarzyszyły temu wydarzeniu. Setki pytań, wątpliwości, serce, które wydawałoby się za chwilę wyskoczy z klatki piersiowej, ogromne nerwy i stres. Czy drużyna mnie przyjmie? Czy trener doceni? Czy trafię z formą, a raczej nie spalę się? Czy to, aby nie tak wyglądało kilka godzin przed waszym najważniejszym z dotychczasowych sprawdzianów jako zawodnik? Zapewne tak.
W większości przypadków pierwszy trening staje się niejako horrorem, koszmarem, najczarniejszym snem. Fakt, dość drastyczny scenariusz, ale kto powiedział, że musisz być większością?
Nie jestem wyjątkiem, również niesamowicie przeżywałem to wydarzenie. Jadąc autobusem ładowałem swoje sportowe baterie gwiazdami NBA pokazującymi swój kunszt na ponad 2 calowym MP4. I prawdę mówiąc znienawidzony PKS okazał się całkiem przyjemnym miejscem biorąc pod uwagę fakt, iż za chwilę prawdopodobnie czeka mnie coś gorszego. Szczerze powiedziawszy opuściła mnie ochota na grę. Mimo iż koszykówka jest czymś w czym czuje się lepszy od innych (nie ma to nic wspólnego z brakiem pokory) to obawiałem się godziny 20:30. Ale w tym momencie przeleciały mi przez głowę słowa Juliusza Cezara: „musimy brać to co jest nam dane albo stracimy zanim zaryzykujemy”. Tym też się kierowałem. Wbrew pozorom większość zawodników przypominając sobie swój pierwszy trening rozumie nowego i wie jak wielkie jest to przeżycie. A więc szatnia załatwiona, uff.
Zaczynamy prawdziwy sprawdzian. To co doświadczeni już członkowie ekipy robią z zamkniętymi oczami i słabszą ręką nowemu wydaje się nie z tej ziemi. Nagle ogarnia cię dziwne uczucie, mianowicie wychodząc z podwórka, jako guru stajesz się zwykłym przeciętniakiem, tracisz na wartości. Trener zaczyna mówić do ciebie w niezrozumiałym języku, gubisz się i zaczyna się horror, chcesz jak najszybciej to skończyć, wejść pod prysznic , wrócić do domu i iść spać. Jednak to co w tym momencie wydaje się tak trudne, odległe w przeciągu kilku następnych treningów staje się już oczywistością. Strach i nerwy ustępują przyjemności jaka płynie z gry. Najważniejsze to nie przejmować się niepowodzeniami, zapomnieć o tym co było i zdać sobie sprawę, że nie każdy dzień będzie słoneczny. Zazwyczaj największa nagrodą jest przezwyciężenie swoich słabości.
Po zaaklimatyzowaniu i zadomowieniu się w ekipie nie traktuję treningu jako oczywistości, rzeczy, która po prostu jest, ponieważ dopiero wtedy, kiedy możesz to stracić zdajesz sobie sprawę jak bardzo tego potrzebujesz, jak bardzo to kochasz! Czerp z koszykówki to co najlepsze, ciesz się grą. Najlepsze rzeczy w życiu są darmowe!
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|